
Prolog.
Na początku był chaos, a później ujrzałem światełko w tunelu. bla bla FFWD MODE: ON ..
Techniczne skrzywienie mózgoczaszki dopadło mnie już za dzieciaka. Jakoś ze dwanaście lat miałem gdy wpadły mi w łapy pierwsze kasety i płyty nasycone elektroniką w różnorakim wydaniu. Zaczynałem jak większość z mego pokolenia na rave, happy hardcore, nie-happy hardcore (chore najeby z Holandii). Następnie psychedelic z serii "im kwaśniejsze - tym lepsze". Nadgryzłem (i żułem przez jakies 2 lata) minimal, by w końcu zatrzymać się na szeroko
pojętym techno.
Druga strona lustra.
Od zawsze ciągnęło mnie żeby stanąć po tej drugiej stronie. A jako że potrzeba jest matką wynalazków, to wraz z grupą popaprańców wynaleźliśmy miejsce na nasze pierwsze imprezy - obskurna świetlica tużnadjeziornego ośrodka wypoczynkowego w Lubowidzu koło Lęborka. I o dziwo ludziom się spodobało. Działo się to pewnie koło roku 1999. Lecz dopiero 2 lata później poznałem Grzegorza (aka Gogo), dostałem muzycznego kopa i postanowiłem ostro wziąć się za siebie. Znad jeziora przeniosłem się do klubu Gina w Lęborku na które zacząłem zapraszać DJ'ów z całej Polski. W 2002r. zdarzyło mi się dołączyć do (nieistniejącej już) organizacji DustResist. To tam poznałem Krzyśka (Biba aka Chresbee) i po przeprowadzce uzależnionej rozpoczęciem studiów razem zaczęliśmy kręcić imprezki w Poznaniu i okolicach. W tzw. międzyczasie działo się wiele różnych rzeczy, m.in. cykl imprez w klubie Agados w Łebie (wakacje 2004 i 2005), pierwsze wystepy poza granicami kraju (Irlandia), techno.pl tour w 2007, spotkanie w klubie miłośników drukarek igłowych itd
Co, gdzie, z kim?
I tu zaczyna się problem, bo wypadałoby napisać co się gra, określić swój styl itd. itp. Kurwa, jak ja tego nie lubię. Jako wytłumaczenie przytocze słowa Alex'a Bau:
"For years we've been listening to electronic music in all facettes: minimal, hard, distorted, groovy, housy, wierd...
Call it whatever you want! We call it techno, and the best thing of it was always the ability to connect people."I tak właśnie na wszelkie pytania dotyczące tego co gram odpowiadam bardzo ogólnie: techno. Nadal najlepiej czuję się pomiędzy 140-150 BPM, chociaż ostatnio ciężko jest mi znaleźć coś w klimacie. Stagnacja. Zacząłem szukać w innym przedziale. Rzekomo znalazłem. W tej kwestii wielki szacun dla Szwedów. Za to co robią. Kręcą mnie te dźwięki, Dzieciuchowi się podoba (rispekt Maestro!), więc chyba jest dobrze? W końcu, żeby grać ciężko, nie trzeba grać szybko?
Przez te parę lat zagrało się to-tu-to-tam. Tam też. I tam. Tutaj nie, bo ściany były za różowe.
A z kim tam grałem? Z paroma osobami na grzebieniu, paru osobom zapewne grałem na nerwach. Nie grałem w tenisa z Fibakiem, ale w bierki też grałem.
Epilog.
Na codzień mieszkam w Poznaniu, kiedyś studiowałem biologię, ale się zestarzałem i pięć lat pyknęło. Lubię zwierzęta (za wyjątkiem gołębi które srają mi na parapet). Hoduję kozy w nosie, pająki na suficie (wybitnie samowystarczalne) i szynszyle w klatce i w każdej innej niezajętej przestrzeni między meblami. Planowałem kupić pytona królewskiego (łac. Python regius), ale by mi chyba szyle zeżarł. Muzycznie oprócz tego co kładę na talerze lubię posłuchać disco i elektroniki z lat '80 i '90 oraz dźwięków połamanych (d'n'b / jungle / breaks). Do spania - chillout. Aha, kiedyś postanowiłem być twórczy i z uporem maniaka starałem się wyprodukować swój pierwszy wytwór. Wymiot. Utwór. Jak na razie zbyt wiele projektów wylądowało w koszu, więc dałem na wstrzymanie. A i obecna praca sprawia, że mam jebitnie mało czasu.