Początek okresu wakacyjnego i pierwszy dzień
kalendarzowego lata był doskonałą okazją wspólnej zabawy przy muzyce
prosto z Ibizy. Muzyka serwowana przez czołowych trance’owych artystów w iście
malowniczym krajobrazie, gdyż nad poznańskim akwenem Malta, to rzadkość
w naszym ubogim w takie imprezy kraju.
Cała impreza rozpoczęła się w godzinach popołudniowych jednak na
miejsce przybyliśmy gdy zapadał zmrok. Najlepiej jest wchodzić w apogeum imprezy :)

Mimo, że był to open- air nie sprawiło to problemu z ogrodzeniem,
zabezpieczeniem terenu, zbudowaniem olbrzymiego rusztowania ze sprzętem
oświetleniowym. Znajdował się specjalnie wydzielony sektor, gdzie można
było usiąść, coś skonsumować, dać odpocząć zmęczonym kończynom. Menu
serwowane przez obsługę jednak nie zachwycało - kiełbaski smażone ok. 1
minuty na grillu oraz nie rozmrożone zapiekanki. Lepszą opcją było
delektowanie się smakiem złocistego trunku – Piwo Lech 0,5 lub Miller
0,333 w cenie 5 zł.

Scena, na której pojawiali się kolejne gwiazdy był
również zbudowana dość wysoko. Mimo że efekt wizualny był fantastyczny
to gorzej było z funkcjonalnością . Nie ujrzeliśmy niewątpliwie
najbardziej oczekiwanej postaci Marcusa Schulza. Z powodu lęku
wysokości nie zagrał. Ale w zamian mogliśmy podziwiać skąpo ubrane
tancerki, efekty wizualne na olbrzymim telebimie lub światło laserów
wystrzeliwanych ponad głowami publiczności. Parę minut po 22, gdy
występował Rank1, nastąpiła przerwa w dostawie dostawie energii
elektrycznej, a w głośnikach nastała cisza. Po 7 minutach zostało
włączone niezależne zasilanie z agregatów prądotwórczych i zabawa
trwała do białego rana. Największym nietaktem było obniżenie biletu na
10zł o godzinie 1.00 gdzie wcześniej trzeba było zapłacić 35 zł. Ta
decyzja organizatorów spowodowała wielkie niezadowolenie wśród
wszystkich bawiących się. Firma ochraniająca imprezę - widać
wyspecjalizowana – nawet butelki i inne nieczystości były zbierane z
murawy w czasie trwania imprezy.
Oprócz fantastycznych transowych dźwięków prosto z
kosmosu oraz mocnego basowego brzmienia czasami mogliśmy usłyszeć
zachrypnięty głos Krzysztofa (Dj Kris) – osoby współodpowiedzialnej za
imprezę. Widać, rola MC bardziej mu odpowiadała tej nocy, gdyż za
konsolą go nie ujrzeliśmy. Livesety, które mogłem podziwiać w wykonaniu
Rank1, Signum, Sam Sharp’a, John van Dongen’a, Tiddey’a – wręcz
fantastyczne. Każdy z artystów wykazał się znajomością swojego fachu.
Pochwała należy się
tutaj dla Darka Płazy aka Tiddeya za swoją spontaniczność podczas
występu. Ten młody dj i producent, również związany z MDT, choć nie
jest jeszcze wielką gwiazdą to nie odstawał umiejętnościami od swoich
konkurentów z zachodu.
{mosimage}{mosimage}
Podsumowując całość krótko i treściwie – mimo wielu niedociągnięć
impreza udana. Jak to powiada stare porzekadło – „Człowiek uczy się na
błędach”. Miejmy nadzieję, iż agencja te słowa weźmie sobie do serca i
uniknie w przyszłości popełnionych tej nocy błędów.