No tym razem kurzu nie było! Nie mniej jednak nie ma szczęścia agencja MSM do organizacji Global Gathering. Zeszłoroczną kurzawę w skutecznym psuciu eventowej atmosfery zastąpiły opady deszczu. Klubowicze przestraszyli się aury, pod mainem bawiło się kilkaset osób, w namiotach było dość "przewiewnie', z czego wniosek, że sporo osób musiało naprawdę odpuścić Globala.
Tym razem relacje trochę nietypowa, bo pisana przez dwie osoby. Osoby o trochę odmiennych gatunkach muzycznych.
Danny:
Przepchane eventowe autobusy to już pewnego rodzaju tradycja i klimat. Nie inaczej było i tym razem w linii "D". I byłoby klimatycznie do końca, gdyby w lesie nie zaskoczył nas kordon policji, który popisową "łapanką" i "trzepaniem" opóźnił nasze przybycie na teren festiwalu. Tak czy siak - dla ludzi patrzących z boku - było spektakularnie.
Atmosfera "opiekuńczości" ku mojemu absolutnemu zdziwieniu udzieliła się także przy wejściu Press. Pierwszy raz zdarzyło mi się być szczegółowo sprawdzanym w tej bramce. Rozumiem, że mógłbym wnieść trzy litry wódki lub zamknięty garnek z grochówką, ale polecenie "proszę wyrzucić tego batona" zakrawało mi o pastiż. (A może mam cukrzycę?! Batonów na terenie nie było!) Gwoździem do trumny było także przepięknie wystosowane oświadczenie agencji, że "nic nam nie wolno". Także wybaczcie nam brak wywiadów i zdjęć "od tyłu". Z jednej strony rozumiemy fakt ciężkiej infrastruktury, z drugiej strony, jako dziennikarze czujemy misję przekazywania czytelnikom tego, czego sami zobaczyć nie mogą. Poza tym dość ciężko jest hasać tu i tam by zobaczyć wszystko i wszystko opisać w mokrych butach, gdzie nie ma nawet miejsca, żeby owo obuwie w suszy zmienić. Wiem, wiem, kaloszki, kaloszki...
Organizacyjnym hitem było natomiast zainstalowanie mat, które absolutnie się sprawdziły! W namiotach było jak w klubie. Namiot trance autentycznie czarował ilością laserów w kolorach naprawdę niespotykanych! Łącznie naliczyłem ich kilkanaście, co przy czerwono-zielonym przyzwyczajeniu sprawiało magiczny efekt. Namiot techno był natomiast dość ubogi w atrakcje, co idealnie nadało klimat surowej strukturze muzyki techno. A namiot hardstyle? Mały Qlimax. Uwierzcie! Scena z wielkimi elementami, dj-ka umieszczona w efektownym miejscu, dwa spore znaczki "Q" agencji Qdance służące, jako element do wizualizacji. I do tego zielone lasery poruszające się w rytm muzyki. Niesamowita sprawa. Scena house natomiast... no tak trochę wrażenie, jakby wstawiono tam to, co zostało z wystroju innych scen. Main - duży, bez szaleństw, z baaardzo mocnymi laserami, które efektowanie przebijały się przez padający deszcz.
Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się od występu Junkie XL. DJ nie oszczędzał nikogo, łącznie z nagłośnieniem, które w pewnej chwili absolutnie nie wytrzymało. Przester był okrutny, Junkie został wyłączony gwałtownie (lub "wyłączył" go deszcz?), a na jego minie pojawiło się absolutne zdziwienie, kiedy zamiast końcówki jego seta na ekranie pojawili się wioślarze (kajakarze?!) z reklamy MSM. O! Przy okazji do głowy przychodzi myśl o wizualach na evencie. Co prawda nie wszędzie tak było, jednak na mainie i w housie, przez pół setów osoba "zielona" mogłaby pomyśleć, że gra "DJ MSM". Sponsorzy, reklamy... Poza tym nie wiem jak czuli się panowie z Groove Armady grając i mając za sobą przelatujące napisy "zapraszamy na Armina". Wizualizacje były raczej nie szaleńcze, schematyczne, dość windowsowe nawet bym rzekł. (Zaznaczam po raz drugi, że nie wszędzie). Sytuacja powtórzyła się na secie Groove Armady, kiedy podczas Superstyllin' nagle, ni z tego ni z owego zagrzmiał Tiesto i reklama eventu z tym własnie panem... Rozczarowaną minę Andy`ego Cato nieco rozjaśnili panowie z Above & Beyond, zaczynając swój set końcówką wielkiego hitu duetu.
Skoro już o GA mowa, był to moim zdaniem najlepszy set eventu! Panowie zagrali kosmicznie wykręcone kawałki. W pewnym momencie, podczas początkowej wokalizy od Superstyllin' w oryginale (remiks pojawił się wcześniej podczas setu) zgromadzeni (jednak dość nielicznie) klubowicze stanęli, by podczas kulminacyjnego momentu wejścia groove`u zacząć... skakać! Nikt nie krzyknął "let`s jump", a w szaleńcze tany ruszyli wszyscy. WSZYSZCY! Na raz. Ciarki autentycznie przeszły po całym ciele. Brawo publika! Ten utwór jest magiczny.
Drugi w "kolejności fajności" set dla zagorzałego fanatyka house`u stworzył Mark Knight. Nie zabrakło klasyków, człowieka z czerwoną twarzą i prawdziwego house`u, którego tej nocy w namiocie sponsorowanym przez Red Bulla było niewiele... Siedząc w strefie Gastro tuż przed namiotem obił mi się nawet o uszy Dufbire i przez całą imprezę zastanawiałem się, czy to nie przypadkiem jakaś zagubiona trasa audio z namiotu techno... Brak czegoś "lżejszego" dawał się we znaki. Lucca także zagrała raczej bezkompromisowo, pompująco, kończąc swój set "Bodydancerem".
Luukashek :
Moja przygoda z Globalem rozpoczęła się dosyć wcześnie, mimo wspomnianej już przez redakcyjnego kolegę - baaardzo szczegółowej i według mnie nieco na pokaz kontroli. Jest mi bardzo przykro, że telewizja niestety jak zwykle zainteresowana była tylko statystyką ilości zatrzymanych osób.
Jadąc do Poznania byłem przygotowany na niezbyt przychylną aurę i tak późniejsze opady deszczu nie wywołały u mnie szczególnego zdziwienia i paraliżującego ataku paniki. Pogoda była akurat kwestią, na którą nie miał wpływu nikt i tylko od nas samych zależało jak dostosujemy się do zaistniałych warunków. Organizatorzy mogli jedynie pomóc nam je przetrwać w miarę bez szwanku i osobiście uważam, że wyszło całkiem nieźle.
Swą muzyczną podróż starałem się sobie rozplanować tak, aby zobaczyć ulubionych artystów i zarazem za bardzo nie zmoknąć. Na początku standardowo przestudiowałem mapkę imprezowego miasteczka, zapoznałem się z rozmieszczeniem scen oraz ich wystrojem. Tak naprawdę wizualnie od środka większość namiotów była do siebie podobna, jedynie scena Q-dance znacznie odstawała od reszty i imponowała swoim wystrojem. Oprócz kilku namiotów, na otwartej przestrzeni znajdował się sporych rozmiarów Main Stage oraz dosyć przeciętna za to muzycznie diabelska - scena d`n`b "Open Air Terrace".
Po wszelkich meetingach i spotkaniach towarzyskich w strefie gastronomicznej ruszyłem na podbój parkietów. Pierwszy set, jaki usłyszałem tego wieczoru był Fausto na scenie Q-dance. Hardstyle to nie moja bajka, ale bawiłem się naprawdę przednio, z tej muzyki kipi energia. Nie sposób ustać w miejscu. Wszyscy radośnie skakali w rytm ciężkich i bardzo szybkich bitów.
Następnym przystankiem była scena d`n`b. Przy tej scenie bawiła się zaledwie garstka osób. Jednak na brak klimatu nie można było narzekać. Aphrodite postarał się by nawet Ci, którzy na co dzień nie mają styczności z drumami dosłownie unosili się w powietrzu. Powiem szczerze, że po Globalu polubiłem ten obojętny mi wcześniej gatunek.
Nie zwalniałem tempa. Szedłem za ciosem. Po wykręcających drumach przyszła pora na dźwięki techno. I tak w rezultacie w namiocie Techno Arena spędziłem zdecydowaną większość czasu imprezy. Najpierw katował mnie tam Umek. Ten gość naprawdę zna się na rzeczy i nieźle namieszał w głowie. Gdy skończył grać Umek postanowiłem na pewien czas przenieść na scenę Electro House. Tam pojawił się Josh Gabriel. Byłem ciekaw tego, co zaprezentuje. Jako zagorzały transowiec uwielbiałem jego styl, który prezentował w duecie Gabriel & Dresden. Obecnie panowie grają i produkują solo w trochę mocniejszych klimatach. Takiego też spodziewałem się po Joshu tej nocy. Nie zawiodłem się. Nie grał leniwych progów a twardsze elektryczne wgniatacze parkietu. Nie wiem, jaki remiks "Tracking Treasure Down" zagrał, ale z oryginalnej wersji pozostał chyba tylko wokal. Pozytywnie zaskoczył.
Wróciłem z powrotem na techniczną arenę. Przyszła pora na człowieka, który według mnie jest fenomenem. Za każdym razem, gdy pojawia się za konsoletą z siłą walca drogowego miażdży swoim stylem klubowiczów. Miałem wrażenie, że Ali bije mnie swoją muzyką. Uczucie to było jak najbardziej pozytywne. Zaznaczam, że nie jestem masochistą. Przy jego secie nie szło stać w miejscu. Był bezlitosny. Jak dla mnie jeden z lepszych występów tego wieczoru.
Powoli zbliżał się ranek. Postanowiłem w końcu udać się na Main. Tym bardziej, że deszcz już tylko lekko siąpił. Postanowiłem, że nie odpuszczę występu Above & Beyond. Byli to o dziwo jedyni transowcy, na jakich bawiłem się tej nocy. W porównaniu z moimi wcześniejszymi przeżyciami na scenach: techno, drum`n`bass i hardstyle podczas seta Brytyjczyków właściwie odpoczywałem. Grali lekko, przyjemnie dla uszu. Typowo dla Ajuny, spora dawka dobrego upliftu. Do tego było parę okazji do pośpiewania dobrze znanych tracków Oceanlab, m.in : "On A Good Day" , "Breaking Ties", "Ashes". Po Above & Beyond skończyła się moja przygoda z Globalem.
Chciałem wytrwać także na set Leona Boliera, mojego mistrza, jeśli chodzi o muzykę trance w ostatnim czasie jednak mimo naprawdę szczerych chęci byłem totalnie zniszczony. Nie wytrzymałem kondycyjnie, jest to chyba wyraźny znak by popracować nad formą.
Podsumowując z całości imprezy jestem bardzo zadowolony. Ani deszcz, ani zimno nie przeszkodziły mi w dobrej zabawie . Muzycznie, każdy wybrał coś dla siebie i po rozmowie z wieloma, przypadkowo spotkanymi uczestnikami imprezy mam wrażenie, że nie tylko mi się podobało. Nie wiem jak Wy, ale za rok wrócę na kolejną edycją Global Gathering.
Komentarze (4)
... Napisane przez Sinner,
08 czerwiec, 2009
No to panowie napisaliście relacje! Z tym sprawdzaniem przez policje to faktycznie porażka. Deszcz, deszcz, deszcz..ma swoje uroki ;-)
+0
... Napisane przez Karol,
09 czerwiec, 2009
Niestety nie mogłem byc na tej imprezie a wielka szkoda ale jak sie to mowi co sie odwlecze to nie uciecze a druga sprawa niech mi ktos powie co to za wałek w tym filmiku z Joshem Gabrielem??
+0
... Napisane przez Kluski,
10 czerwiec, 2009
Fajne relacje, dwa punkty widzenia. Ja bardziej jestem przy pierwszej. Właściwie pierwsza eycja Globala była lepsza
-1
Państwo Policyjne!!! Napisane przez Wookeeeee,
10 czerwiec, 2009
Heh z tymi Pałami to już przesada nie dają rady tak to próbują przed imprezami