|
Krótki tour po naszym kraju wybitnego artysty Alexandra Kowalskiego już za nami. Niemiecki dj i producent odwiedził poznański SQ gdzie w ramach cyklu 'Tresor SQ Night' wspólnie z Marcinem Czubalą rozkręcał wielkopolską scenę klubową. Oprócz wspomnianego Poznania Alex swoje nietuzinkowe umiejętności zaprezentował też w sopockim klubie 'Sfinks'. Byłem na tej imprezie i mogę śmiało stwierdzić, że ludzie odpowiedzialni za booking artystów wykonali naprawdę świetną robotę.
Z ogromną ciekawością poszedłem do klubu zobaczyć jakie show zaprezentuje gwiazda wieczoru. Imprezę oczywiście rozpoczął support. Od godz 22 na scenie głównej rozbrzmiewał jeden z rezydentów klubu Essence, który swoim świetnym setem rozbawiał licznie zgromadzoną publikę. Od razu po Arturze (Essence) przyszedł czas na R|EE|DD, który pokazał że Polak też potrafi zagrać fenomenalnego live act'a. W międzyczasie, na mniejszej z sal czyli tzw. fontannie, wałkowali KCR i powszechnie znany Deckard, jednak na tej scenie spędziłem stosunkowo mniej czasu. Od razu po przejściu na main'a dostałem oczopląsu, ludzi było naprawdę sporo. Chyba po raz pierwszy od roku widziałem taką publikę o tak 'wczesnej' godzinie (było kolo 4.30). Na szczęście wśród tłumu, masa znajomych, a co za tym idzie 'zmęczenie' dawało się we znaki. Jakoś koło godz 1.00 postanowiłem przedostać się pod djkę, widząc już przy deckach Kowalskiego. Jakimś cudem udało mi się dojść do celowanej miejscówki. W końcu gwiazda wieczoru zaczęła grać. Początek był bardzo interesujący, widać było że artysta wykorzystuje swój nowy materiał, jednak nie mogło zabraknąć klasyków takich jak choćby 'Lock me up' czy 'Seaker attack', który wywołał spory zachwyt wśród ludzi. Stałem tuż przed jedną z kolumn i uwierzcie, że bas był przeraźliwy! Mimo to absolutnie nie żałuję, set był wyśmienity. Kowalski zaprezentował się jako wyluzowany gość, miałem już okazję do krótkiej z nim rozmowy w czasie "I Love Techno", jednak postanowiłem odświeżyć swój niemiecki i znów spróbować zagadać. Muzyk zdradził trochę swoich najbliższych planów na przyszłość i odpowiedział na pytanie czy dalej będzie grał to co gra. Było już kolo godziny trzeciej, a impreza wciąż trwała, więc postanowiłem bawić się dalej na przemian odwiedzając main'a i fontannę. Na obu salach panował świetny klimat, jednak jak prawie na każdej imprezie nie mogło obejść się bez małych zawirowań ... w męskiej toalecie. O godzinie 5 już zbierałem się do wyjścia: zmęczony, ale zachwycony imprezą. Takiej zabawy nie pamiętam od dawnych czasów, tej nocy nic nie szwankowało. Chyba ostatni raz tak dobrze bawiłem się na w maju 2008 r. na 'Minimal Nation' gdzie w mury 'Sfinksa' zagościł również niemiec, Pacou. To chyba po prostu ta niemiecka scena... Mam nadzieję, że takich imprez w tym klubie (ale i nie tylko) będzie coraz więcej. A póki co czekajcie na relację z Łodzi, do klubu OIOM zawita jeden z twórców 'M_nus' Heartthrob. Mam zamiar tam być!
 |