{mosimage}27 marca 2005 r. ekipa Technoparty gościła w Poznaniu. W hali sportowej
Arena odbywała się impreza Revolution organizowana przez MDT-Agency.
Na miejsce przybyliśmy ok 23.00. Przed wejściem były kolejki, gdyż
ludzie ciągle przybywali. Ci, którzy nie mieli biletu musieli postać
najpierw w jednej kolejce, a następnie wrócić na koniec drugiej.
Widoczne było niezadowolenie przybyłych z tego powodu. Bilet można było
nabyć w cenie 60 zł, choć w przedsprzedaży kosztowały 39.
Na scenie akurat grał rezydent dwóch największych klubów paryskich
Antoine Clamaran, rozgrzewając swoimi house'owymi dźwiękami
wielkopolską publiczność.
Scena na której pojawiali się dj’e skonstruowana była na podwyższeniu,
a na 3 telebimach wyświetlane były wizualizacje. Sprzęt używany do
projekcji nie działał dobrze do końca, gdyż w pewnych momentach oczom
bawiących ukazywał się interfejs Windowsa Xp i uruchamiany Winamp. Na
środku był usytuowany trójkątny podest, na którym bawili się ludzie,
otoczony pięcioma olbrzymimi białymi kolumnami, które świecił się w
rytm pracy stroboskopów. Jednak siedzący na widowni nie widzieli całego
parkietu oraz sceny bo białe kolumny przysłaniały częściowo te miejsca.
Profesjonalne oświetlenie wprawiało także w niesamowity klimat.
Przepełnione szatnie i płatne WC to zdecydowanie olbrzymie minusy
eventu. Sponsorem dodatkowym imprezy był Miller, dlatego też tylko
takie piwo sprzedawano. Co gorsza tylko w jednym miejscu. Był to
specjalnie wydzielony namiot, do którego także trzeba było czekać ok
10-20 minut. Piwo w cenie 6zł/0,3333ml. Ci, którzy nie przepadają za
smakiem chmielowego napoju, mogli ugasić pragnienie wodą mineralną lub
napojem energetyzującym.
Długość oczekiwania w kolejce wynosiła ok.10min. Brak jakichkolwiek
posiłków w sprzedaży to była już lekka przesada ze strony
organizatorów. W obiekcie nie było przepełnienia, na parkiecie można
było spokojnie bawić się bez obawy że się kogoś potrąci. Ogólnie
towarzystwo bardzo się fajnie bawiło, aczkolwiek zaobserwowałem że
większa część przebywających w Arenie była pod wpływem środków
odurzających. Tylko nieliczni przybyli posiadali gwizdki, więc można
było posłuchać muzyki zza konsoli a nie gwiżdżącego tłumu.
Przejawów agresji nie zauważyłem, oprócz jednego incydentu, jednak ochrona od razu rozdzieliła uczestników bójki.
Po cudownym wystepie Antoine, którego przerwano bez jego zgody, co jest
dla mnie wielkim nietaktem, odbył się premierowy pokaz filmu z
poprzedniej imprezy organizowanej przez MDT a mianowicie Independence.
Ok 1.00 na scenę wkroczył Johan Gielen, który przyleciał specjalnie z
Miami. Nie bez powodu uznawany za jednego z najlepszych Dj’i świata,
gdyż faktycznie jest mistrzem w swoim fachu. Trance'owe dźwięki
poruszyły prawie każdego. Umiejętnie dobierał repertuar, genialnie
miksował utwory, a finiszując "Twisted" poruszył nawet tych, którzy
siedzieli na trybunach.
Spodziewając się po artyście kolejnej gwiazdy, zobaczyliśmy dj Krisa.
Jego występ zapowiedziany był w języku angielskim (z akcentem polskim:)
w podniosłym stylu iście jak z holenderskich imprez. Mimo, że grane
przez niego utwory nie wywarły na mnie większego wrażenia, to widać
było wielką sympatię i uznanie jaką darzą Wielkopolanie tego człowieka.
Nie wątpię tu w umiejętności tego artysty, jednak w moim subiektywnym
odczuciu nie wykazał się jak swój poprzednik znajomością kunsztu.
Po godzinnym secie nastała cisza i ciemność. Przywitany wspaniałymi
fajerwerkami i wystrzelanymi w powietrze mnóstwem konfetti za konsolą
pojawił się Jurgen Vries. Angielski dj i producent zagrał znacznie
spokojniejszy set niż poprzednicy. Swoją muzyką przeniósł nas w cudowny
klimat z krainy fantazji i pozwolił odpocząć zmęczonym kończynom.
Po nim pojawił się Jan de Vos z duetu 4strings. Swoim dynamicznym setem
ponownie poderwał wszystkich do zabawy. Choć była już godzina 4 to
arena znowu szalała.
O godzinie 5.00 za konsolą ukazał Peran van Dijk, jednak z dj’skich
umiejętności nie pokazał nic co warte było by uwagi, jednak dzięki
swojej spontaniczności, częstym używaniem mikrofonu i wspaniałym
kontaktem z bawiącymi się jest nazywany „największym przyjacielem
polskiej publiczności”.
Na imprezie zagrali jeszcze: Tiddey, Toxic Noiz, Cez are Kane, Base i k3 jednak nie dane nam było widzieć ich występów.
Podsumowując imprezę trzeba przyznać, że jak na polskie warunki to była
to muzyczna rewolucja, gdyż imprez na taką skalę spod znaku house i
trance odbywa się niewiele.