Revolution PDF Drukuj Email
Dodał Łukasz   
Wtorek, 02 Sierpień 2005 12:47
{mosimage}27 marca 2005 r. ekipa Technoparty gościła w Poznaniu. W hali sportowej Arena odbywała się impreza Revolution organizowana przez MDT-Agency.
Na miejsce przybyliśmy ok 23.00. Przed wejściem były kolejki, gdyż ludzie ciągle przybywali. Ci, którzy nie mieli biletu musieli postać najpierw w jednej kolejce, a następnie wrócić na koniec drugiej. Widoczne było niezadowolenie przybyłych z tego powodu. Bilet można było nabyć w cenie 60 zł, choć w przedsprzedaży kosztowały 39.
Na scenie akurat grał rezydent dwóch największych klubów paryskich Antoine Clamaran, rozgrzewając swoimi house'owymi dźwiękami wielkopolską publiczność.
Scena na której pojawiali się dj’e skonstruowana była na podwyższeniu, a na 3 telebimach wyświetlane były wizualizacje. Sprzęt używany do projekcji nie działał dobrze do końca, gdyż w pewnych momentach oczom bawiących ukazywał się interfejs Windowsa Xp i uruchamiany Winamp. Na środku był usytuowany trójkątny podest, na którym bawili się ludzie, otoczony pięcioma olbrzymimi białymi kolumnami, które świecił się w rytm pracy stroboskopów. Jednak siedzący na widowni nie widzieli całego parkietu oraz sceny bo białe kolumny przysłaniały częściowo te miejsca. Profesjonalne oświetlenie wprawiało także w niesamowity klimat. Przepełnione szatnie i płatne WC to zdecydowanie olbrzymie minusy eventu. Sponsorem dodatkowym imprezy był Miller, dlatego też tylko takie piwo sprzedawano. Co gorsza tylko w jednym miejscu. Był to specjalnie wydzielony namiot, do którego także trzeba było czekać ok 10-20 minut. Piwo w cenie 6zł/0,3333ml. Ci, którzy nie przepadają za smakiem chmielowego napoju, mogli ugasić pragnienie wodą mineralną lub napojem energetyzującym.
Długość oczekiwania w kolejce wynosiła ok.10min. Brak jakichkolwiek posiłków w sprzedaży to była już lekka przesada ze strony organizatorów. W obiekcie nie było przepełnienia, na parkiecie można było spokojnie bawić się bez obawy że się kogoś potrąci. Ogólnie towarzystwo bardzo się fajnie bawiło, aczkolwiek zaobserwowałem że większa część przebywających w Arenie była pod wpływem środków odurzających. Tylko nieliczni przybyli posiadali gwizdki, więc można było posłuchać muzyki zza konsoli a nie gwiżdżącego tłumu.
Przejawów agresji nie zauważyłem, oprócz jednego incydentu, jednak ochrona od razu rozdzieliła uczestników bójki.
Po cudownym wystepie Antoine, którego przerwano bez jego zgody, co jest dla mnie wielkim nietaktem, odbył się premierowy pokaz filmu z poprzedniej imprezy organizowanej przez MDT a mianowicie Independence.
Ok 1.00 na scenę wkroczył Johan Gielen, który przyleciał specjalnie z Miami. Nie bez powodu uznawany za jednego z najlepszych Dj’i świata, gdyż faktycznie jest mistrzem w swoim fachu. Trance'owe dźwięki poruszyły prawie każdego. Umiejętnie dobierał repertuar, genialnie miksował utwory, a finiszując "Twisted" poruszył nawet tych, którzy siedzieli na trybunach.
Spodziewając się po artyście kolejnej gwiazdy, zobaczyliśmy dj Krisa. Jego występ zapowiedziany był w języku angielskim (z akcentem polskim:) w podniosłym stylu iście jak z holenderskich imprez. Mimo, że grane przez niego utwory nie wywarły na mnie większego wrażenia, to widać było wielką sympatię i uznanie jaką darzą Wielkopolanie tego człowieka.
Nie wątpię tu w umiejętności tego artysty, jednak w moim subiektywnym odczuciu nie wykazał się jak swój poprzednik znajomością kunsztu.
Po godzinnym secie nastała cisza i ciemność. Przywitany wspaniałymi fajerwerkami i wystrzelanymi w powietrze mnóstwem konfetti za konsolą pojawił się Jurgen Vries. Angielski dj i producent zagrał znacznie spokojniejszy set niż poprzednicy. Swoją muzyką przeniósł nas w cudowny klimat z krainy fantazji i pozwolił odpocząć zmęczonym kończynom.
Po nim pojawił się Jan de Vos z duetu 4strings. Swoim dynamicznym setem ponownie poderwał wszystkich do zabawy. Choć była już godzina 4 to arena znowu szalała.
O godzinie 5.00 za konsolą ukazał Peran van Dijk, jednak z dj’skich umiejętności nie pokazał nic co warte było by uwagi, jednak dzięki swojej spontaniczności, częstym używaniem mikrofonu i wspaniałym kontaktem z bawiącymi się jest nazywany „największym przyjacielem polskiej publiczności”.
Na imprezie zagrali jeszcze: Tiddey, Toxic Noiz, Cez are Kane, Base i k3 jednak nie dane nam było widzieć ich występów.
Podsumowując imprezę trzeba przyznać, że jak na polskie warunki to była to muzyczna rewolucja, gdyż imprez na taką skalę spod znaku house i trance odbywa się niewiele.

Komentarze (1)Add Comment
0
1 komentarz
Napisane przez Pingiel, 02 sierpień, 2005
1 2 3 proba komentarza

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy