Klubowe Open'er - felieton z imprezy PDF Drukuj Email
Dodał Sinner   
Poniedziałek, 31 Lipiec 2006 20:08
Na ten festiwal czekało wielu. Wyczekiwanie wzrosło wraz z ogłoszeniem listy występujących artystów. I tak w dniach 6-8 lipca w Gdyni odbył się po raz piąty Open'er festiwal. Tegoroczna edycja została przeniesiona ze Skweru Kościuszki na lotnisko w Babich Dołach.

Festiwalowy klimat dało się odczuć już na dworcu głównym; tam też można było wymienić bilety na opaski upoważniające do darmowego przejazdu z dworca do festiwalowego miasteczka i uczestnictwa w imprezie. Mimo dużej ilości uczestników wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Na autobus właściwie się nie czekało. Podstawione były non- stop. Delikatnym mankamentem dotarcia na festiwal była droga przez pole, którą trzeba było przebyć by dostać się na teren eventu. Jednak i tu organizatorzy wykazali się i na polnej drodze wyłożyli gumowy chodnik, który był rarytasem podczas tej wędrówki. Mimo wszystko kilometry, które trzeba było przebyć dały się we znaki nogom uczestników. Zresztą poruszanie się po miasteczku festiwalwym było małym utrudnieniem, trzeba było narobić kilometrów by gdzieś się dostać. Tak jak w roku ubiegłym obowiązywały bony zamiast gotówki. Cena jednego to 3zł. Spragnieni jedzenia i napojów mieli duży wybór, jednak jak na kieszeń przecietnego polskiego klubowicza nieco wygórowane, bo za kawę trzeba było zapłacić 3-4 bony. Coca Cola 0,5l czy piwo kosztowała 2 bony. Jedzenie było już tańsze i wybór był duży - od pajdy chleba po kebab. Tak jak w gastronomii tak i muzycznie było w czym wybierać:) Na obydwu scenach przewijały się różnorodne brzmienia - od rocka, hip-hopu, aż po klubowe dynamiczne dźwięki. Podczas trzech festiwalowych dni klubową śmietankę reprezentowali: Basement Jaxx, Roger Sanchez, Coldcut, Ladytron, Nightmares On Wax Sound System, Beats Friendly i Niewinni Czarodzieje. Właściwie to tylko pierwszego dnia Nightmares On Wax Sound System byli jedynymi z klubowego kręgu. Mówi się o nich że obok Massive Atack są jednym z bardziej kultowych zespołów promujących zrelaksowaną elektronikę. Podczas ich występu dało się naprawdę zrelaksować i zaprezentowali się nieźle. Na ich występie zakończył się klubowy dzień.... troszeczkę mało ale i tak warto było się wybrać. Tym którym było mało typowo klubowego klimatu na świeżym powietrzu - organizatorzy umilili pobyt zapraszając do dwóch hangarów i namiotu, w których była klubowa strefa. Same hangary robiły niesamowite wrażenie, miały undergroundowy klimacik, momentami wydawało się jakby imprezka była nielegalnie zorganizowana. Tutaj kolejne brawa dla organizatorów za wykorzystanie tych pomieszczeń w tak dobrym celu. Było dla każdego coś miłego od house po techno.

Drugi festiwalowy dzień zapowiadał się dość lepiej jeśli chodzi o elektroniczny klimat. Już trochę wcześniej można było wysłuchać klubowych brzmień, wcześniej bo od 18:30 wystąpili Niewinni Czarodzieje, tym razem bez Marysi Sadowskiej ale naprawdę pokazali klasę, co było widać po zgromadzonej publiczności pod małą sceną. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, iż po ich koncercie trzeba było czekać znowu do 0:00. Właśnie o tej porze swój występ zaczęli Ladytron. Cały namiot był zapełniony. Na scenie pierwszy plan należał do trzech ubranych na czarno pań. Właściwie to dla mnie mogło ich tam nie być - stały nieruchomo tak jakby ktoś je zahipnotyzował. Ale zespół słynie z takiego image i to właśnie decyduje o oryginalności ich występów. Byli tacy którym występ się podobał, byli też tacy którzy zachwycali się urodą pań nie zważali na to co wydobywa się z głośników. Ci pierwsi raczej w tym czasie udawali się do punktów gastronomicznych albo do hangarów, w których tańcząc odliczało się czas do 2:00. Wtedy też na scenie mieli pojawić się panowie z Coldcut - założycielami wytwórni Ninja Tune. Ci, którzy wyszli z namiotu po powrocie żałowali, gdyż nie mogli się do niego dostać gdyż cały był zapełniony. Ciężko było się poruszać więc pozostało słuchanie sprzed namiotu. Coldcut zagrali świetnie, skocznie i przyjemnie dla ucha. Wizualizacje, które robiły niezłe jak na polskie warunki wrażenie dodatkowo urozmaiciły występ. Z końcem przedstawienia Coldcut zakończył się drugi dzień festiwalu (klubowy).

Podsumowując te dwa dni można napisać że nie były one nazbyt porywające. Z jednej strony było ciekawie, można było delektować się ciekawymi brzmieniami, ale jak dla mnie to brakowało prawdziwych klubowych emocji.
Trzeci dzień wynagrodził natomiast wszystko. Były obawy że burza, która przeszła nad 3miastem zepsuje imprezę, ale nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Do wieczora się rozpogodziło i można było się delektować pozytywnymi wibracjami. Wszystko zaczęło się ok.1:00, gdy na dużej scenie wyszli znakomici Basement Jaxx. Wydawać by się mogło, że na festiwalu gdzie dominowały rockowe i hip-hopowe koncerty ludzie podarują sobie występ klubowego artysty albo nie będzie klimatu. Jednak nic z tych rzeczy!

Muzyczne rozterki rozwiały pierwsze dźwięki Good Luck, właśnie od tego numeru rozpoczęli swój występ. Kolorowe stroje które były zmieniane chyba z 10 albo i więcej razy właściwie to sam nie wiem ile razy bo tak często wokalistki się przebieraly. Za paniami, które były na wokalu ciężko było nadążyć. Pomimo swojej wagi ruszały się i szalały w rytm muzyki razem z publicznością. Dosłownie wulkany energii, którą przesyłały publiczności, a ta była w euforii podczas tego koncertu. Ludzie bawili się fantastycznie, w końcu ujrzałem emocje, których nie dało się zobaczyć podczas innych występów na Open'er. W trakcie koncertu Basment Jaxx nie było czasu na chwile odpoczynku.. szał, szał i jeszcze raz szał ogarnął towarzystwo zgromadzone pod dużą sceną. Zagrali same hity; było prawie wszystko...Red Alert, Romeo, Oh My Gosh, Where's Your Head At. Zahaczyli nawet o Kelis-Milkshake.. Zachwycali z minuty na minutę. Nawet nie można stwierdzić przy którym numerze ludzie bawili się najlepiej bo takiego numeru nie było. Każdy powodował niesamowita energie!! Miłą niespodzianką było to że zespól zagrał swój nowy numer. Najlepsze w tym wszystkim jest informacja że mogliśmy usłyszeć je jako pierwsi na świecie(nie licząc zespołu który pewnie słyszał je wcześniej;-) ) Sam kawałek brzmi znakomicie. Jest w stylu charakterystycznym dla Basment Jaxx. Obserwując reakcje ludzi podczas tego numeru może stwierdzić że Basment Jaxx nagrali kolejny hit, który podbije listy przebojów na świecie! "Był to jeden z najlepszych koncertów jakie w życiu widziałem" - takie opinie dało się usłyszeć za plecami. Czas tak szybko zleciał jakby koncert trwał chwile. Po takim koncercie potrzebna była chwila wytchnienia gdyż za chwile na dużej sam Roger Sanchez. Długo czekać na siebie nie kazał. W czapce z daszkiem i w okularkach wyszedł i rozpoczął swój secik. To co zaserwował Sanchez można zaliczyć do bardzo dobrego housowego setu. Roger zabrał nas na wycieczkę po klubowych szlagierach. Można by się przyczepić ze poszedł na łatwiznę gdyż zagrał głównie znane numery. Ale czy to źle? Ważne że było tanecznie i przyjemnie. W swoim secie umieścił min. Tom Novy-Your body, Turn the music-Roger Sanchez, Eddie Thoneick & Kurd Maverick - Love sensation (2006), Camisra - Let me show you (Sandy B. Remix),Till West & DJ Delicious - Same Man (Extended Vocal Mix),Layo & Bushwacka - Finally love, Frankie Knuckles-Let there be house,Donna sumer-I feel Love. Zaskoczył bardzo pozytywnie. Tak jak w przypadku koncertu Basment Jaxx publika bawiła się znakomicie. Do tego wschodzące słoneczko...klimat niesamowity. Po występie Rogera została jeszcze mała scena,a na której o od paru godzin bawił się Beats Friendly. Z przyczyn wiadomych nie mogłem być tu od początku. Gdy w końcu się do namiotu Novika udzielała się na wokalu jak zawsze wychodziło jej to znakomicie. Dźwięki pozytywne nic dodać nic ująć. Zmęczenie nie pozwalało na parkietowe szaleństwo, które trwało do 5 z minutami. Ogromne brawa należą się organizatorom za przygotowanie trzech dni niesamowitych wrażeń. Dopisała pogoda, dopisali ludzie no i sami artyści, małe mankamenty zostały jednak przysłonięte przez niespotykany klimat jaki panował w ciągu tych trzech magicznych dni. Możemy być dumni, że mamy w końcu festiwal na światowym poziomie. Cóż teraz pozostało wyczekiwanie kolejnych 12 miesięcy. Byle do lipca......;-)

Komentarze (2)Add Comment
0
...
Napisane przez lorba, 02 sierpień, 2006
woow :grin
0
phiii
Napisane przez gienka, 01 marzec, 2009
smilies/tongue.gif ale ten felieton jest dlugi hehe

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy